W każdym dziecku drzemie filozof. I poeta. I czarodziej... Ten blog będzie o moich Małych Czarodziejach Słów - Kubie i Mai. Ich aforyzmy, gramatyczne potworki, neologizmy i złote myśli. Wszystko, co narodzi się w ich głowach, co ubiorą w słowa, a co ja zdołam usłyszeć i zapamiętać.
wtorek, 22 kwietnia 2014

Siedzimy przy wielkanocnym stole. Kuba pcha w siebie kolejny obrzydliwie słodki kawałek ciasta. Zaraz potem zagryza to czekoladkami.
Ja: Kuba, błagam Cię, miej umiar...
Piotr: Daj mu spokój. Są święta!
Ja: Ale on się zaraz porzyga...
Piotr: No to się porzyga.
Kuba: Właśnie mamo. Każdy ma prawo porzygać się w święta.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Roślinki
Kuba lubi prace ogrodnicze. Kilka razy zabierał się do uprawy roślinek. Kiedyś kupił sobie nasiona roślin owadożernych, niestety koty nie dały im wyrosnąć. Postanowił więc kupić gotowe sadzonki. Zamówił przez internet muchołówkę, rosiczkę i dzbanecznik. Jego radość była wielka, ale nie trwało długo. Po tygodniu Lulka ściągnęła je z parapetu, rozgrzebała i pogryzła. Była rozpacz, więc uratowaliśmy co się dało i przez następne dni pilnowaliśmy. Niestety nie dość dobrze. Lulka znowu je dorwała. Za trzecim razem nie było czego ratować.

***
Razem z nadejściem wiosny pojawiły się w sklepach nasiona. Dzieci wydały na nie całe swoje kieszonkowe. Kupiły też ziemię, umyły doniczki i z wielkim zaangażowaniem zasiały rzodkiewkę, dynię, pomidory, ogórki, poziomki, bratki i co tam jeszcze. Gdy wzeszły pierwsze kiełki ich radość była ogromna! Po kolejnych dwóch dniach, w nocy, usłyszeliśmy z Piotrem hałas ceramicznych naczyń. Myślałam, że to Lulka buszuje przy miskach w kuchni, więc krzyczę: Lulka, nie wyjadaj kotom groszków! Zrobiło się cicho, ale za chwilę to samo. Coś mnie tknęło - wstałam z łóżka - w kuchni cisza, spokój. Zobaczyłam niedomknięte drzwi do pokoju dzieci. Weszłam, a tam pies z parapetu daje dyla - hyc-hyc, zostawia tylko czarne ślady na wykładzinie. Spojrzałam na okno i mym oczom ukazał się taki widok: 

Uratowaliśmy niewiele. Głównie rzodkiewkę. Ale dwa dni później Kuba wrócił do domu ze szkoły i zadzwonił do mnie, że Lulka znów dorwała doniczki. Tym razem ich nie zrzuciła, tylko przeniosła je w zębach przez całe mieszkanie do dużego pokoju. Dopiero tam rozgrzebała.

Tak się zakończyła przygoda dzieci z sadzeniem roślinek - zapał im ostygł - przynajmniej na jakiś czas...

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Koleżanka Mai kupiła sobie kamizelkę ochronną do jazy konnej.
Oglądamy, dziewczyny przymierzają.
Piotr: Bardzo fajna. Gdzie kupiliście?
Maja: W takim sklepie - Pasikonik.
Kuba: Pasikonik? Pasi konik?
Maja: Tak.
Kuba: Te, konik, pasi Ci?

sobota, 12 kwietnia 2014

Kuba robi na plastykę pracę "Mój wymarzony dom". Z boku narysował drzewo.
Maja: Dlaczego to drzewo jest takie dziwne?
Ja: Bo Kuba jest dziwny.
Kuba: O, dziękuję za komplement!

czwartek, 10 kwietnia 2014

Maja często ubolewa, że ma urodziny w wakacje i nie może świętować ich z dzieciakami z klasy. Ale za to imieniny ma w kwietniu.

Kupiłam jej worek cukierków, żeby zaniosła do szkoły.
Maja: Są dwie okazje, kiedy mogę poczęstować cukierkami w klasie. Z okazji imienin i... bez okazji!

wtorek, 08 kwietnia 2014

Zabawki
Oprócz wcześniej wspomnianych pluszaków czy elementów gier planszowych, dzieci straciły kilka innych przedmiotów - przegryzione piłki, latawiec, skakanka, zawieszki. Po lewej stronie, te białe wióry - to to, co zostało z miecza świetlnego.A to czarne to maska kruka, którą Kuba własnoręcznie zrobił metodą papier-mache i która była pracą do szkoły. Co prawda Lulka rozgryzła ją po ocenieniu, ale niestety przed balem karnawałowym... Maska byłą pomalowana czarną farbą, więc pysk Lulki wyglądał tragicznie. Nie mówiąc już o dywanie, który do końca się nie sprał...

Gadżety około-zwierzęce
Żeby nie było, że niszczy tylko cudze. Swoje też! I nie mam na myśli sprasowanych kości (nie lubi) czy piłek (to da się przeżyć). Pogryzła już swoją szczotkę do czesania, rolkę do ściągania sierści z ubrań i majtki na cieczkę. Na ostatnim zdjęciu jest stoper do drzwi. Lulka notorycznie włamuje się w nocy do łazienki, żeby z kuwety wykraść parę kocich gówienek. Oczywiście najlepiej smakują jej na dywanie, więc rano znajdujemy żwirek porozrzucany przez pół mieszkania...

piątek, 04 kwietnia 2014

Kuba: To moje skarpetki!
Maja: Moje!
Kuba: Moje!
Maja: A właśnie, że moje!
Kuba: Moje! Nie widzisz? Tu są piraci!
Maja: Moje! Ja je dostałam od wujka Marcina!
Kuba: Moje, oddawaj!
Maja: Nie oddam, bo są moje!
Kuba: Dobra. To się podzielmy. Ty weź jedną, ja drugą.

środa, 02 kwietnia 2014

Maja pojechała z koleżanką na konie. Koń koleżanki zagalopował, a ona spadła na plecy. Na szczęście wszystko się dobrze skończyło, ale był i ostry dyżur, i tomografia, i usg i mnóstwo strachu.
Ja: Maja... ja chyba nie chcę, żebyś dalej jeździła...
Maja: Mamo, to że Sofi spadła, nie znaczy, że ja też spadnę.
Ja: Ale może się tak stać. To jest taki kontuzyjny sport... Proszę Cię, zastanów się. Może znajdziemy Ci jakieś inne hobby...
Maja: Nie mamo. Ja muszę jeździć. Konie to moje przeznaczenie!

niedziela, 30 marca 2014

Ja: Kuba, dlaczego nie zrobiłeś tego, o co Cię prosiłam?
Kuba: O co Ci łokinguje?

***
Jedziemy na rowerach.
Kuba: Chyba rajderujemy w złą stronę!

***
Kuba: Załoczingujemy telewizję?

***
Kuba coś czyta w interencie.
Kuba: Mamo, zalukaj tu!

***

Maja: Jakiś słaby ten awatar.
Kuba: Enczantinguj go sobie.

***

(walking-uje)
(rider-ujemy)
(watching-ujemy)
(za-look-aj)
(enchanting-uj)

piątek, 28 marca 2014

Przedmioty codziennego użytku
W największej ilości zjada szminki i kremy do ust. Całkiem sporo ma na swoim koncie drewnianych mieszadełek do sosów i łopatek. Jak tylko nieroztropnie wyjdę z kuchni w czasie gotowania, hyc - ściąga sobie z blatu. Oprócz tego pędzle, wałki malarskie, a nawet książki... Największe nasze zdumienie wywołało, gdy pogryzła nóż i nożyczki. Z ulgą stwierdziliśmy, że nie zrobiła sobie krzywdy - jak widać ma więcej szczęścia niż rozumku...



Pamiątki
Lulka zjada nie tylko przedmioty użytkowe, które można odkupić, ale i sentymentalne drobiazgi. Tego najbardziej nam szkoda. Bezceremonialnie zjadła cztery nasze laleczki voo-doo, które dostaliśmy w prezencie jako talizmany. Oraz afrykański bębenek, ręcznie robione w pniu drzewa szufladki i drewniane oko proroka - pamiątkę z Malty. Na ostatnim zdjęciu jest to, co zostało z breloczka - skórzanej podkowy, którą Maja dostała od swojej przyjaciółki.

środa, 26 marca 2014

Artykuły biurowe
Długopisy, flamastry, pióra, ołówki - Lulka ma ich na swoim koncie kilkadziesiąt. Kredki zjada w całości, szczególnie te bambino - giną dzieciom na potęgę. O tym, że to ona je zjadła dowiadujemy się najczęściej sprzątając w parku psie odchody - dowody mówią same za siebie... Kilka razy została przyłapana, jak niosła w zębach piórnik - najczęściej zabiera go sobie z biurka, gorzej, że parę razy wyciągnęła go ze szkolnego plecaka. Rozgryza też na wiór wszelkie pojemniki na długopisy, pudełka, a nawet... kosze na śmieci.

 

poniedziałek, 24 marca 2014

Całuję Kubę. Broni się.
Kuba: Ała! Wstrzyknęłaś mi jad!

***
Innym razem całuję Maję.
Maja: Nie całuje mnie! Nie jestem Twoim mężem!

piątek, 21 marca 2014

Przeglądam wakacyjną ofertę obozów.
Ja: Wiecie jakie są świetne wyjazdy językowe? Np. dwa tygodnie w Anglii, mieszka się u rodziny, albo w campusie, codziennie są zajęcia w szkole, przyjeżdżają ludzie z całego świata i trzeba się z nimi dogadać. Kuba, mógłbyś jechać już w tym roku - są od 12 lat!
Kuba: Nie, dziękuję.
Ja: Wiesz, jak płynnie być mówił po angielsku po takich wakacjach! Za dwa lata poważnie się nad tym zastanowię. Tak. Wyślemy Cię do Anglii na wakacje. Super pomysł!
Kuba: Nie, dziękuję.
Ja: Kuba, wiesz jakie to ważne, żebyś dobrze znał angielski! Teraz bez języka ani rusz! Jak będziesz znał świetnie angielski, to dostaniesz się do dobrej szkoły, będziesz mógł zdawać międzynarodową maturę, studiować gdzie będziesz chciał, na super uczelni, bez granic! A potem mieć naprawdę fajną pracę!
Kuba: Mamo, ale po co mi to? Ja zamierzam być farmerem.

środa, 19 marca 2014

Kuba: Umówiłem się z chłopakami na wspólne granie w lola przez Skype'a.
Ja: Ki diabeł?
Kuba: League of Legends.
Ja: Myślałam, że lol to Lots of Laughs.
Kuba: Kupa śmiechu? No, to też.
Maja: Czyli będziecie wspólnie robić kupę i się z tego śmiać?

poniedziałek, 17 marca 2014

Lulka jest najsłodszym psem pod słońcem. Przy nas. Gdy znikamy jej z oczu zmienia się w Potwora żądnego wciąż nowych gryzo-zniszczeń. Potrafi pogryźć wszystko. Nie tylko drewno, tkaniny czy plastik - czasem rzeczy, które wydają się niemożliwe do pogryzienia - np. doniczki z ziemią, kosz na papiery, a nawet nożyczki...

Co ciekawe - nie gryzie niczego, co ma w zasięgu swoich łap - buty, rolki, meble, miski czy ubrania pozostawia nietknięte. Najlepiej smakują rzeczy, które trzeba jakoś zdobyć - wyciągnąć z reklamówki, wskoczyć na biurko, ściągnąć z parapetu, wydostać z szuflady, półki czy spod poduszki...

Czasem wydaje się to dość zabawne, a czasem ocieramy łzy smutki i żalu.
Zaczęłam robić dokumentację niektórych zniszczeń.

Dziś część pierwsza:

Misie, pluszaki i inne maskotki.
W pierwszej kolejności odgryza im wszystkie wystające elementy - nosy, oczy i ogonki. Jak ma więcej czasu wypruwa im wnętrzności. Plastikowym odgryza rączki i nóżki. Maskotki zostały dzieciom już tylko te ulubione - chronią je więc i chowają - na półkach, w wiszących dziuplach, zamykanych pudełkach czy w szufladzie pod łóżkiem. Dla Lulki to żadna przeszkoda. Nawet pod poduszkami pluszaki nie są bezpieczne. Potrafi zębami ściągnąć pościel i wydostać upragnione rzeczy - przy okazji wygryzając zamki w poszewkach...


Klocki i elementy gier.
Klocki wszystkie bez wyjątku cieszą się wielkim zainteresowaniem. Drewniane łatwiej znajduje, ale plastikowe mają więcej wystających elementów... Za to tekturowych elementów jest tak dużo, że nie sposób im się oprzeć - Lulka wprost uwielbia sięgać sobie pyskiem na półki i ściągać karty, puzzle, logiczne układanki, całe pudełka - tak ładnie jej się to wszystko wtedy rozsypuje...


Elektronika i kable.
Na koncie ma już dwie ładowarki do telefonu, zasilacz do komputera, słuchawki, zegarek, pokrowiec do nintendo, kabel od lampki...

 

Niestety c.d.n...

niedziela, 16 marca 2014

Maja opowiada, jak to jej koleżanka zrobiła kawał innej dziewczynce, i wysłała do niej liścik miłosny podpisany "cichy wielbiciel".
Kuba: Mogła podpisać "cicha wielbicielka".
Ja: Ale chciała udawać chłopaka.
Kuba: Mogła udawać lesboskę.
Ja: Kogo???
Kuba: Wolisz określenie gejówka?

czwartek, 13 marca 2014

Kuba postanowił założyć własny ogródek. Nakupował sobie nasion, przytachał od dziadka doniczki i ciągle wałkuje temat.
Kuba: Mamo, a jaka ziemia jest najlepsza?
Ja: Czarnoziem.
Kuba: Czarnoziem. Czarnoziem. Musze zapamiętać. A gdzie można ją kupić?
Ja: W każdym sklepie ogrodniczym.
Kuba: Dobra, to jutro po szkole jadę do tego sklepu.
Ja: Jutro nie zdążysz, masz angielski.
Kuba: Trudno. Muszę jutro to wysiać! Musze mieć tą ziemię! Jak ona się nazywa?
Ja: Czarnoziem. Jeden sklep ogrodniczy jest po drodze do mojej pracy. Jak chcesz, to Ci kupię worek ziemi.
Kuba: Dobra, dzięki! Tylko pamiętaj - tej najlepszej! Czarnoziemu!

***
Następnego dnia Kuba wraca ze szkoły.
Kuba: Mamo, kupiłaś mi tę ziemię z czarnobyla?

poniedziałek, 10 marca 2014

Pracujemy raczej nietypowo. Ja 4 godziny dziennie, a Piotr 12-14.
Umówiłam się z Kubą po mojej pracy, czyli o 13.30. Zrobiliśmy sobie wycieczkę rowerową, pojechaliśmy na kręgle, zagraliśmy 3 rudny, potem przez godzinę graliśmy jeszcze w bilard. O 17.30 wracamy do domu.
Kuba: Super dzień! Dzięki mamo!
Ja: A wiesz, że gdybym pracowała normalnie, to dopiero bym wracała z pracy?
Kuba: Jak to?
Ja: Normalna praca to 8 godzin. Gdybym pracowała od 9.00 do 17.00, to dopiero bym wracała do domu. I codziennie bym była dopiero przed 18.00. Większość ludzi tak pracuje.
Kuba: Rety...
Ja: Ale gdyby tata pracował normalnie, to też codziennie byłby w domu już o 18.00.
Kuba: Ooo, to by było fajnie!
Ja: Wszystko ma swoje plusy i minusy...
Kuba: Nie mogę się zdecydować czy wolę, żebyście byli normalni czy nienormalni.

czwartek, 06 marca 2014

Kuba po pobycie u dziadków przywiózł cały plecak jakiegoś żelastwa.
Wyciąga po kolei różne śrubki, zawiasy, druciki...
Ja: Straszne złomowisko...
Kuba: To są skarby!
Maja: A to co?
Kuba: Dłuto. Do rzeźbienia w drewnie.
Maja: O! Mogę ja zadłutonować?

poniedziałek, 03 marca 2014

Dzwoni Maja z zimowiska.
Maja: Wiesz, byliśmy dziś w Czechach!
Ja: Super! Kupiłaś coś sobie?
Maja: Nie, bo tam było strasznie drogo. Czipsy kosztowały 29,90! A takie małe cukiereczki 9! A na przykład olej - taki zwykły, 126! Wyobrażasz sobie???

***
Maja: Mamo, wiesz, te ceny to były podane w koronach! I po przeliczeniu na złotówki, to wychodziło bardzo tanio! Na przykład te cukiereczki kosztowały 1 zł! Boże, a ja nic sobie nie kupiłam... Gdybym wiedziała, to bym wykupiła pół sklepu!

sobota, 01 marca 2014

Maja dzwoni z zimowiska:
Maja: Ola mama! Tuia kaka mucio mucio apesta!
Ja: Że co?
Maja: Tuia kaka mucio mucio apesta!
Ja: Czy Ty mówisz do mnie po hiszpańsku?
Maja: Si.
Ja: Sofi Cię nauczyła?
Maja: Si.
Ja: Super! Rozpoznaję mucio. Mucio to bardzo. Czyżbyś powiedziała: Kochana mamusiu, bardzo bardzo za Tobą tęsknię?
Maja: Yyy.. Niezupełnie...
Ja: A co?
Maja: Twoja kupa bardzo, bardzo śmierdzi.

czwartek, 27 lutego 2014

Maja wyjechała na 12-dniowe zimowisko. Dzwoni raz dziennie, dobrze się bawi i ma mnóstwo atrakcji - narty, ogniska, gry terenowe, basen, konkursy, wycieczki, olimpiada, bal... Twierdzi, że nie tęskni.
Kuba: Już się nie mogę doczekać, aż Maja wróci.
Ja: To jej to powiedz. Albo napisz jej sms. Będzie jej miło.
Kuba: E, nie. Pewnie mnie wyśmieje.
Ja: A ja myślę, że Maja bardzo tęskni. Tylko tego nie mówi.
Kuba: No, możliwe. Myślę, że ona jednak ma serce - gdzieś tam głęboko...

***

Po powrocie:
Ja: Majcia, tęskniłaś?
Maja: Aha.
Ja: Troszkę czy bardzo?
Maja: Czasem trochę, czasem bardzo...
Ja: Płakałaś?
Maja: Dwa razy. Robię postępy! Bo na koloniach płakałam trzy razy.
Ja: Ojej, płakałaś? Nic mi nie mówiłaś... Kiedy?
Maja: Pod prysznicem, żeby nikt nie widział.

wtorek, 25 lutego 2014

Kuba dwa razy w tygodniu chodzi do szkoły języka angielskiego. Nie lubi tych zajęć. Twierdzi, że się nudzi, że wszystko wie, że przerabiają program dla maluchów. W drugim semestrze postanowiliśmy zrezygnować. Wysłałam maila z informacją do nauczycielki i dyrektorki szkoły.
Ja: Kuba, jak pani się Ciebie zapyta na zajęciach dlaczego nie będziesz chodził, to załatw to jakoś dyplomatycznie. Powiedz, że rodziców nie stać.
Kuba: Mam kłamać?
Ja: To nie kłamstwo. Nie stać nas na taką naukę, z której nic nie wynika.
Kuba: Dobra.
Piotr: Nie, nie mów tak. Jak Cię zapyta, to powiedz, że rodzice już to wyjaśnili w mailu.
Ja: O, albo tak. Dobra, to zróbmy próbę - ja jestem panią: Kubusiu, dlaczego już nie będziesz chodził na angielski?
Kuba: Bo rzygać mi się chce od tych zajęć proszę pani...

piątek, 21 lutego 2014

Maja zakłada na nogi reklamówki.
Maja: Proszę, nie komentuj tego.

***
Kuba: Ciociu, strzeż się! Za tydzień jest piątek 13-tego! Ostatnio jak był, to się strasznie pokiereszowałem!

***
Kuba: Mgliście to pamiętam.

***
Oglądamy Vabank.
Maja: A to kto?
Kuba: Skrytobójca.

***
Kuba: Nie przeinaczaj faktów!

***
U Mai nocują dwie koleżanki. Dziewczyny chcą oglądać Hobbita. Kuba chce z nimi, ale Maja się nie zgadza.
Kuba: No proszę, w ogóle nie będę Wam przeszkadzał. Siądę sobie cichutko...
Maja: Ale my się będziemy czuły niekomfortowo.

***
Maja: Mamo, czy umiesz określić, kiedy do cioci dojdzie ta paczka?

***
Maja: Nie chcę się kompromitować.

***
Maja: Byliśmy dziś na basenie. Były tam cztery zjeżdżalnie! Ale zjechałam tylko z trzech, bo ta ostatnia była strasznie brutalna.

środa, 19 lutego 2014

Kuba: Wiesz, otworzyli niedaleko nową siłownię. I mają zniżki dla studentów.
Ja: I co z tego?
Kuba: Będę chodził. I dostanę zniżkę.
Ja: Jesteś za młody na siłownię. I nie jesteś studentem.
Kuba: Jestem.
Ja: Nie jesteś.
Kuba: I'm a student!
Ja: To po angielsku. Po polsku jesteś uczniem.
Kuba: Jestem studentem.
Ja: Student studiuje.
Kuba: Ja s
tudiuję! Yyy... siłologię!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 38
. . . .