|
W każdym dziecku drzemie filozof. I poeta. I czarodziej...
Ten blog będzie o moich Małych Czarodziejach Słów - Kubie 9 i Mai 7.
Ich aforyzmy, gramatyczne potworki, neologizmy i złote myśli.
Wszystko, co narodzi się w ich głowach, co ubiorą w słowa, a co ja zdołam usłyszeć i zapamiętać.
piątek, 27 stycznia 2012
Wchodzę do pokoju dzieci. Na widok pościąganych książek z półek wydaję jęk rozpaczy.
Inne przedziwne nazwy zabaw moich dzieci:
wtorek, 24 stycznia 2012
Znajomi zaprosili nas na kolację. Siedzimy z dziećmi przy stole, w osiem osób. Nagle Kuba beka.
niedziela, 22 stycznia 2012
Mój Dziadek jest bardzo fajny! Ma na imię Zbigniew. Kolekcjonuje różne stare meble, ale jest nauczycielem. Wspólnie spędzamy czas głównie w Otwocku na rozmowach i tylko czasami przyjeżdża do Warszawy, żeby zjeść z nami kolację albo zagrać w grę planszową. Rozmawiamy o historii Polski i naszej rodziny. Często się przytulamy i mówimy sobie ciepłe słowa. Bardzo mocno kocham swojego Dziadka! Kuba, lat 9 (praca szkolna)
sobota, 21 stycznia 2012
Siedzimy razem we czwórkę przy stole. Maja zwraca się do mnie i do Piotra.
czwartek, 19 stycznia 2012
Kubie zrobił się na nosie pryszcz.
środa, 18 stycznia 2012
Do Kuby przyszedł kolega. Piotr zrobił na prośbę chłopaków pizzę.
wtorek, 17 stycznia 2012
niedziela, 15 stycznia 2012
J. Dubois L. Snicket J.K. Rowling J.K. Rowling
piątek, 13 stycznia 2012
Kuba: Dżanglo berd, Dżanglo berd...
środa, 11 stycznia 2012
Maja: Mamo, czy jak dostanę na semestr odznakę "Wzorowego ucznia", to pójdziemy to jakoś uczcić?
niedziela, 08 stycznia 2012
Maja przechyla głowę do góry i pluje najwyżej jak się da. Ślina ląduje jej na twarzy.
środa, 04 stycznia 2012
Po kilku godzinach jeżdżenia ze znajomymi na nartach wracamy do ośrodka na obiad. Kuba chciał jeszcze pojeździć, więc został na stoku ze swoim kolegą Maćkiem i jego rodzicami, a my zabraliśmy Maję i Dominikę (siostrę Maćka, rówieśnicę i koleżankę Mai). *** Maja: Maciek, czy Ty wiesz co to jest dobre wychowanie? Nie popisuj się przede mną, przed kobietą! *** Siedzimy wieczorem, pijemy i gramy. Piotr po paru kieliszkach śliwowicy chciał coś przynieść z samochodu. *** Maja: Jesteśmy w górach już trzy dni, jest śnieg, a my ani razu nie jeździliśmy na sankach! Jestem taka zawiedziona...
poniedziałek, 02 stycznia 2012
To był szalony czas. Święta tak jak lubimy - czyli w dużym rodzinnym gronie - wigilia u nas na 12 osób, potem dzień u rodziców w 16-tkę, z szóstką dzieci biegających po domu. Radośnie, gwarnie, wesoło i sielsko-anielsko. W tym roku w rodzinie Piotra pojawił się pies - młody beagle. Przyjechał do nas na wigilię. Wojny z kotami nie było, jedno pacnięcie pazurem po nosie wystarczyło, ale i tak było niezłe zamieszanie. Szczeniak łaził wokół choinki, zahaczył o światełka i choinka fiknęła. A że była żywa, to miała taki pojemnik z wodą (zalany do pełna) - no i wszystko poleciało, a woda zalała podłogę i była szybka akcja ratowania prezentów. No, ale to było dość zabawne, ten pies jest w ogóle nieobliczalny, więc była kupa śmiechu. Drugi dzień świąt do południa rodzinnie, gościliśmy też jedną samotną starszą panią, a potem przemiły wieczór z przyjaciółmi. Spotkaliśmy się w gronie trzech rodzin i piątka naszych dzieci - w roli pastuszków, diabła i anioła - po raz pierwszy w życiu wyruszyła kolędować. Emocje były niemałe. Szczególnie, gdy jedna pani ich pogoniła i Maja wyznała, że jeszcze przez dwa piętra trzęsły się jej nogi ze strachu. Ale poza tym jednym incydentem dzieciaki bawiły się świetnie. Nazbierały całą torbę słodkości i po kilka złotych. Następnego dnia wyruszyliśmy w Tatry. Jechaliśmy ze znajomymi na dwa samochody. Na miejscu spotkaliśmy się jeszcze z jedną zaprzyjaźnioną rodziną. Znów było towarzysko, wesoło i miło. Dzieci i Piotr szaleli na nartach, Kuba jednego dnia przez 9 godzin nie schodził ze stoku. Ja niejeżdżąca, więc robiłam za fotografa i z książką w ręku popijałam kolejne grzańce... Przez cztery dni imprezowaliśmy w dużym gronie, ciesząc się dawno niewidzianym śniegiem. W Sylwestra szybko pokonaliśmy 400 km by zdążyć do domu przygotować imprezę. Wszystko wyszło dość spontanicznie - tuż przed świętami w takiej naszej zaprzyjaźnionej ekipie ktoś rzucił hasło i stało się. Stawiło się 14 osób, w tym 6 dzieci, a każdy przyniósł ze sobą mnóstwo dobrego. W tym dniu dotarło do mnie jakie duże mamy już dzieci - to były w zasadzie dwie niezależne imprezy - dzieci sobie, my sobie - w ogóle nie wchodziliśmy sobie w drogę. Dopiero przed północą weszliśmy z nimi w interakcję, gdy poszliśmy całą drużyną puścić kilka fajerwerków. No i oczywiście w kulminacyjnym momencie piliśmy razem szampana na tarasie i obserwowaliśmy pokaz sztucznych ogni nad Warszawą. A potem to już były szalone tańce, zacięta gra w Tabu i zaklinanie Nowego Roku, żeby spełnił nasze marzenia i nadzieje. Oby był po tysiąckroć lepszy od minionego. Towarzystwo rozeszło się o 4 nad ranem, Piotr padł z atakiem pijackiej czkawki, ja do 5 ogarniałam co mogłam. 1 stycznia okazało się, że zostało nam sporo jedzenia, w tym dwa pyszniaste ciasta, więc nasi sylwestrowi goście wpadli na popołudniową kawę i tak zostali aż do wieczora - to były kolejne godziny rodzinnych rozgrywek. Bo my jesteśmy miłośnikami planszówek. Gramy dość często i bardzo to lubimy. W tym roku Mikołaj zaszalał i w naszym domu pojawiło się sporo fantastycznych pozycji. Ostatnie dni upływały nam przy Wsiąść do pociągu, Carcassonne i Faunie. Prawdziwy rekord pobili Osadnicy z Catanu - od wigilii zagraliśmy 12 razy w przeróżnych składach i kombinacjach. Patrząc na karty ma się wrażenie, że gra ma 9 lat, a nie 9 dni... W gronie typowo dorosłym rewelacyjnie sprawdza nam się Tabu i Dixit, choć i cała reszta jest równie wciągająca tyle, że bez takich emocji. Wszystkie gry są naprawdę świetne, ale każdy ma swojego faworyta, więc jak zaczynamy grać, to lecimy potem w różne po kolei. Przez te śmiałam się tak dużo i często, że zamarzyłam, żeby to nie zniknęło, zostało tak na zawsze. Wiem, że jest to wynikiem ciągłego przebywania wśród jakiś dzikich tłumów, bo ani jednego dnia nie spędziliśmy sami we czwórkę, ale mam nadzieję, że naładowałam akumulatory szczęścia i jak życie wroci do normalnego rytmu, to gdzieś mi ten śmiech zostanie w duszy na długi czas. To był cudowny czas z cudownymi ludźmi.
piątek, 23 grudnia 2011
Kuba: Jaki miałem piękny sen! Śniło mi się, że już była wigilia i że było tak dużo prezentów! Ale było tak jak szukanie Zajączka na Wielkanoc - te prezenty były poukrywane w domu, na tarasie, u ogródku a nawet w parku! I musieliśmy ich szukać! I to było takie fajne... I ja znalazłem laptopa! Dostałem swojego własnego laptopa! Boże, ale to był sen...
środa, 21 grudnia 2011
Wszystkim przyjaciołom i podczytywaczom tego bloga życzę wyjątkowych chwil w ciągu najbliższych dni - tryskajcie dobrym humorem i miłością - niech i Was dopadnie magia tych świąt - bez względu na to gdzie i w czyim towarzystwie je spędzicie. A Mikołaj już do Was pędzi! Ho, ho, ho! ;-)
poniedziałek, 19 grudnia 2011
W radiu leci trójkowa świąteczna piosenka. Maja wtóruje.
czwartek, 15 grudnia 2011
Drogi Mikołaju,
Pisownia oryginalna:
niedziela, 11 grudnia 2011
Do Mai przyszła koleżanka. Zrobiły w pokoju niesamowity bałagan. *** U Mai nocowała koleżanka. Rano wołam dziewczynki, żeby pomogły mi nakryć do stołu. Przychodzą, nakrywają, po czym Maja pyta: *** Piotr zabrał dzieci do rodziny na wieś. Maja dzwoni. *** Maja wlazła w żywopłot. Wychodzi podrapana z maleńką piłeczką w dłoni. *** Jemy obiad. Podaję Kubie miskę z kalafiorem i proszę, żeby sobie nałożył. *** Maja stoi przy umywalce z zamiarem umycia zębów. *** Kuba z Mają bawią się w wymachiwanie nogami - kto wyżej. *** Odprowadzam Maje do szkoły.
wtorek, 06 grudnia 2011
5 grudnia. Podekscytowane dzieci co jakiś czas wracają w rozmowach do nocnej wizyty Świętego Mikołaja. Tuż przed położeniem się do łóżek: W nocy na Mikołaja czekał talerzyk z dwoma kuleczkami Lindor i trzema kawałkami czekolady oraz szklanka mleka (którą do połowy opróżnił nasz kot Leon). Obok leżała karteczka:
poniedziałek, 05 grudnia 2011
sobota, 03 grudnia 2011
Wybraliśmy się do kościoła. Kuba przystąpił do spowiedzi. Siedzimy w ławkach.
wtorek, 29 listopada 2011
K. Poskitt U. Moore I. Oglivy I. Oglivy I. Oglivy
piątek, 25 listopada 2011
Misie stały się częścią naszej rodziny. Głównie przez Maję, która kocha je miłością absolutną. Powoli już z nich wyrasta, ale wszystkim nadała imiona, które bezbłędnie potrafi wyrecytować z pamięci i pamięta historię każdego z nich. Gdy była mała i wyciągała z paczki nowego misia, sprawiała wrażenie, jakby właśnie na niego czekała. Rozpromieniona wołała na przykład: O! Pączek! Jesteś! Misiów ma w swojej kolekcji sporo, ale jeden z nich zajmuje w jej sercu miejsce szczególne. To Bibi. Jest z Mają od pierwszych dni życia. Na 5 urodziny Mai powstał piękny album ze zdjęciami z ich wspólnych przygód i wojaży. Tu namiastka:
A to reszta Majutkowej drużyny Misiów (i nie tylko)...
czwartek, 24 listopada 2011
Kuba: Dostałem dziś piątkę z angielskiego!
poniedziałek, 21 listopada 2011
Dzieci mają do szkoły na 9.50. Wstały później i, jak to zwykle rano, ze wszystkim się guzdrają. *** Ja: Co tam dzisiaj w szkole? *** Jadę na rowerze, wiozę Maję na bagażniku. Zjeżdżamy z krawężnika. *** Budzimy dzieci do szkoły przed 7.00. Przed wyjściem mają się ubrać, zjeść śniadanie, pościelić łóżka, umyć zęby i uczesać włosy. Jest 7.45 - pora wychodzić, a w ich pokoju kipisz. *** Maja zjadła jogurt. Podaje Piotrowi puste pudełko i brudną łyżeczkę. *** Piotr: Za 10 minut wychodzimy do dentysty. Umyjcie zęby i wyczyśćcie je nitką dentystyczną - tylko porządnie, żeby Wam pan doktor nie wyciągnął brudów z zębów jak ostatnio. To wstyd! |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Magiczne miejsca:
Warto zajrzeć:
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||